30 cze 2016

Mój VidCon

Sara: Mała przerwa w nadawaniu podróżniczych wpisów. Ten jest trochę inny. Jeżeli wszedłeś/aś w tego posta bo wiesz po tytule o co chodzi to *high five*, jeśli jednak tytuł cie zaintrygował i kompletnie nie masz pojęcia czym jest "vidcon", zaraz wszystko wyjaśnię.
VidCon to 3 dniowa konferencja, organizowana od 2010 roku w Californii, najpierw przez 2 pierwsze lata miała miejsce w LA a póżniej, aż po dzień dzisiejszy w Anaheim. Co roku na konferencji tej spotykają się twórcy filmów video(głównie youtube), przedstawiciele przemysłu i co najważniejsze widzowie. Z roku na rok liczba uczestników wzrasta, w  2012 było to 7 tys. a w zeszłym już aż 19 tys! Ja moją obsesję z oglądaniem nałogowo youtube zaczęłam chyba jakieś 5 lat temu(okres przed studiami), baa nawet moja praca licencjacka była z tym związana! Co roku śledziłam więc relację z tej właśnie konferencji i poniekąd moim jakimś tam marzeniem było w niej uczestniczyć...no i się udało! Wszystko chyba dzięki lokalizacji...Anaheim znajduje się jedynie 30 min jazdy samochodem od Newport Beach, więc było to duże ułatwienie. W tym roku wszystko to odbywało się niecały tydzień temu(23-26czerwiec). Bilet jednak kupiłam już kilka miesięcy wcześniej(z tego co wiem w dniu konwentu wszystkie były już wyprzedane). Jeśli mowa o biletach to do wyboru zawsze są ich trzy rodzaje: czerwone,fioletowe i niebieskie, wszystkie różnią się od siebie oczywiście ceną i tym gdzie można wejść i kogo posłuchać. Ja zdecydowałam się na najtańszy(100$-150$)  czyli  czerwony tzw. community - daje on weście na panele, koncerty, wystawy, spotkania z twórcami, udział w grach czy oglądanie filmów. Fioletowy - creator, czyli wyższy hierarchią kosztował 50$ więcej i upoważniał też do wejścia na drugie piętro konferencji gdzie odbywały się dodatkowe panele. 100$ więcej kosztowała niebieska przepustka - industry, która upoważniała dodatkowo na wejście na ostatnie piętro, gdzie odbywało się jeszcze więcej paneli. Najważniejsze były jednak żółte bilety(nie do kupienia) przeznaczone dla zaproszonych twórców, z tą przepustką można było wejść praktycznie wszędzie. Wszystkie osoby które zakupiły czerwone bilety mogły wziąć udział także w loterii biletowej aby spotkać swoich ulubionych twórców - każdy miał przydzielone trzy takie spotkania. Moje były z: Grace Helbig, Fleur de Force i Louise'm Cole. Jednak "dzięki" moim godzinom pracy, byłam w stanie jedynie dotrzeć na to ostatnie, które swoją drogą było bardzo fajne! Największym plusem całego wydarzenia była chyba jego atmosfera... przyjemnie było przebywać w jednym miejscu z tyloma ludźmi których inspirują ci sami twórcy, fajnie było też oglądać niektóre osoby od tej drugiej strony biegających i mówiących do kamery. Ze spraw organizacyjnych, plusem była duża liczba wolontariuszy, którzy w każdym momencie pomagali i wskazywali kierunek danej sceny czy sali. Genialnym pomysłem były stoiska z darmową wodą, przy kalifornijskich temperaturach nie dało się inaczej. Rozdane nam było też wiele rzeczy za darmo, koszulki, okulary, naklejki, plakaty a nawet przekąski! Duża liczba paneli i spotkań; ciekawe tematy i goście, koncerty i streaming live - czyli te najważniejsze czynniki sprawiły, że wszystko było spójne i fajne. No ale(zawsze jest ale)nie będę tą osobą która narzeka na tłumy bo w przypadku takiej imprezy to jest to zrozumiale i osobiście mi to nawet nie przeszkadzało, bo wszędzie tam gdzie chciałam się dostać zrobiłam to bez żadnych problemów, jednak rzeczą związaną z właśnie z tymi tłumami, która mnie w tym wszystkim trochę(no może więcej niż trochę) irytowała to wieczne krzyki i piski. OK, rozumiem nastał dzień kiedy w końcu na żywo zobaczysz swojego ulubionego twórcę, no ale heloo bez przesady! Jeśli jedynie wybierasz się na tą konferencje, żeby przekrzyczeć cały wywiad z Danem i Philem(btw. kolesie maja przerąbane życie)o tym jak bardzo go kochasz, to proszę nie przychodź. Tak, mnóstwo było takich dziewczyn, tak i głównie były to fanki Dana i Phila, którzy uczestniczyli w dwóch panelach, odbywających się jeden po drugim jednak na różnych scenach. I tak po tym jak ich wystąpienie w pierwszym panelu się skończyło i zeszli ze sceny a warto dodać, że sam panel dalej w najlepsze trwał(Casey Neistat po nich przemawiał)wszyscy ci zagorzali fani zaczęli opuszczać sale i biec do drugiego budynku żeby zająć miejsce przed scena gdzie ich bohaterowie godzinę później mieli znów na chwile się pojawić...ugh! Co do pisków, to podczas innych paneli też to miało miejsce, czasami aż do tego stopnia, że nie można było usłyszeć o czym występująca osoba tak naprawdę mówi. Jeszcze jednym minusem związanym z publicznością, były nieprzemyślane pytania. Dużą role w panelach miały pytania od publiczności...za niektóre pytania aż mi było wstyd! Choć kompletnie nie mam nic wspólnego z osobami które je zadawały, np. jedna dziewczyna zapytała Grace Helbig, dlaczego jej toaleta w hotelu jest umieszczona pod bardzo dziwnym katem! wtf?! Dużo padło "pytań" typu mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie?; Podpiszesz mi coś tam?; Pozdrowisz moja przyjaciółkę, siostrę, mame, psa...aaaa! Chyba jednak ktoś wcześniej musi robić jakąś selekcje tych pytań. Mimo tego, jak na pierwszy VidCon muszę powiedzieć, że całość mi bardzooo podobała i aż chcę więcej! Następnym razem(mam nadzieje, że taki będzie!) chyba jednak zaoszczędze trochę więcej pieniędzy, żeby kupić fioletową przepustkę, która w tym roku upoważniała na wiele rozmów o bardzo ciekawej tematyce. A następny raz może już w Europie? Tak! Twórcy konferencji właśnie ogłosili, że pierwsza europejska edycja będzie miała swoje miejsce w kwietniu przyszłego roku w Amsterdamie! Fajnie co? Czy u kogoś z was YouTube zastąpił już telewizje? A może braliście udział w podobnym wydarzeniu? Chce posłuchać! 


Poskładałam też kilka klipów z tego co się tam działo, a co mi udało się zarejestrować, więc zapraszam do oglądania -klik-!



1 komentarz:

  1. Oooooo znam tego chłopaka z dredami , jest niesamowity ! Aczkolwiek jak zawsze nie pamiętam ludzi których twarze znam :)

    OdpowiedzUsuń

How I Moved To The USA. All rights reserved. BLOG DESIGN BY Labinastudio.
Back to Top